Elektromobilność podbija „ostatnią milę”. Osoby dojeżdżające do pracy, hipsterzy i mieszkańcy wielkich miast coraz częściej przesiadają się na e-hulajnogi, e-deskorolki i monocykle. Czy elektryczne mikropojazdy są receptą na chaos w ruchu miejskim?

Kiedy Michael J. Fox bujał się po mieście się na swojej latającej deskorolce w drugiej części filmu „Powrót do przyszłości” – dokładnie 30 lat temu – wszyscy chcieli być jak Marty McFly i luzacko sunąć ponad zatłoczonymi ulicami. Taka technologia przyszłości jest dostępna na rynku już od kilku lat! To znaczy prawie taka, bo oczywiście nie latanie, ale przynajmniej toczenie się. Mamy bowiem monocykle, Segwaye, hulajnogi elektryczne i deskorolki elektryczne. Szybko stały się one nieodłączną częścią ulicznego krajobrazu wielu miast. Atrakcyjne opcje wynajmu dodatkowo zwiększają ich dostępność. Jednocześnie rośnie liczba kompilacji nagrań typu „fail” i “crash” z udziałem takich pojazdów na internetowych platformach wideo. W Niemczech właśnie trwają prace nad rozwiązaniami, które pozwolą połączyć swobodę korzystania z osobistych środków transportu z poprawą bezpieczeństwa innych uczestników ruchu.

Między monocyklem a hulajnogą

Hoverboardy to pojazdy dwukołowe bez kierownicy. Składają się z kół, silników elektrycznych i zamontowanej między kołami płyty do stania. Sterowanie urządzeniem odbywa się poprzez balansowanie ciężarem ciała użytkownika. Podobnie jak deskorolek elektrycznych, ich używanie w transporcie publicznym jest w Niemczech zabronione. Ubezpieczenie OC nie obejmuje szkód wynikających z używania hoverboardów, które mogą osiągnąć prędkość do 20 km/h. Osoby zatrzymane przez policję na ich użytkowaniu w ruchu ulicznym, muszą liczyć się z grzywną w wysokości 70 euro. To samo dotyczy tzw. monocykli – jednokołowych pojazdów elektrycznych bez kierownicy, którymi również steruje się poprzez balans ciałem.

Najczęściej spotykanymi środkami osobistego transportu w miastach są hulajnogi elektryczne. W Niemczech do dziś nie wolno ich używać w przestrzeni publicznej. Obecnie opracowywane są przepisy dotyczące zezwoleń dla małych pojazdów elektrycznych, które mają wejść w życie wiosną 2019 r. Eksperci spodziewają się, że regulacje te nie będą obligowały użytkowników do posiadania zezwoleń i kasków, ale będą wymagały od nich zaświadczenia o ubezpieczeniu pojazdów. Będzie można z nich korzystać jedynie na ścieżkach rowerowych lub ulicach. Obecnie tylko popularny Segway, z kierownicą i dużymi kołami, dopuszczony został do ruchu po drogach publicznych, pod warunkiem, że jest ubezpieczony, wyposażony w lampkę i dzwonek, a jego właściciel ma prawo jazdy na motorower.

Elektromobilność w miastach

Sprzedaż mikropojazdów elektrycznych kwitnie w Stanach Zjednoczonych i Francji. Urządzenia te postrzegane są jako nowoczesna alternatywa dla komunikacji publicznej w zatłoczonych miastach. Tego samego zdania jest niemiecki federalny minister transportu Andreas Scheuer. Chwali mikropojazdy jako idealne do poruszania się po mieście, zwłaszcza do codziennego pokonywania „ostatniej mili”, czyli końcowej trasy z metra lub autobusu do miejsca pracy.

Na dłuższych dystansach hulajnogi elektryczne nie są bowiem zbyt praktyczne. Maksymalne zasięgi (od 15 do 35 kilometrów) i maksymalna prędkość (20 km/h) ograniczają ich użyteczność tylko do centrów miast. W Niemczech legalnie można używać jedynie Segwayów, ale w innych państwach przepisy są mniej restrykcyjne. W miastach takich jak Paryż, Moskwa, Zurych, Londyn, Wiedeń, Sztokholm, Tel Awiw i w ponad 60 metropoliach w USA pojawiło się wiele firm oferujących wynajem e-hulajnóg.

USA – cierpliwy pionier

Wielu Amerykanów doświadczyło już zarówno jasnych, jak i ciemnych stron, które niesie za sobą elektromobilność. Podobnie jak w przypadku wypożyczalni rowerów, w wielu miejscach e-hulajnogi można łatwo zarezerwować za pośrednictwem aplikacji na smartfona. Nie ma jednak punktów odbioru ani stałych stacji. Klienci – przeważnie w wieku od 20 do 50 lat – po prostu zostawiają pojazdy w miejscu docelowym. To wygodne, ale często rodzi masę niedogodności dla innych osób, szczególnie gdy hulajnogi elektryczne są porzucane na chodniku czy trawniku na wiele godzin lub dni.

To, w jaki sposób i gdzie te pojazdy mogą uczestniczyć w normalnym ruchu drogowym, podlega odmiennym regulacjom w różnych państwach. W Stanach Zjednoczonych i innych krajach e-hulajnogi mogą poruszać się po ulicach i ścieżkach rowerowych z prędkością do 30 km/h. W Austrii od 2018 roku również można używać hulajnóg elektrycznych, prawnie uważanych za rowery. Niemniej jednak wciąż pojazdy te poruszają się między pieszymi, co wywołuje gorącą debatę na temat ich bezpiecznej integracji z miejskim systemem mobilności.

Mikropojazdy są zbyt wolne, żeby mogły jeździć po ulicach, ale zbyt szybkie do jazdy po chodniku, a przez to niebezpieczne dla przechodniów. Ścieżek rowerowych nadal brak w tym równaniu.

Chociaż elektryczne mikropojazdy produkuje się głównie w Chinach, są tam stosunkowo rzadko używane. Mimo to elektromobilność osobista jest w Państwie Środka znacznie bardziej rozpowszechniona, niż w innych regionach globu. Chińczycy częściej używają większych skuterów elektrycznych, które wypierają z rynku klasyczne rowery i dwusuwowe motorowery. Według gazety „Handelsblatt” w Chinach rocznie sprzedaje się ponad 26 milionów skuterów elektrycznych.

Aby walczyć ze smogiem w miastach rząd w Pekinie dofinansowuje zakup osobistych pojazdów elektrycznych. Elektryczny jednoślad można w ChRL mieć za równowartość 350 euro. E-skutery są znacznie lepiej zintegrowane z ruchem ulicznym i nadal można nimi dotrzeć do dowolnego miejsca w mieście. Różnica w porównaniu do mikropojazdów? Nie wolno ich wnosić do autobusów ani pociągów.

Ryzykowny trend

W Berlinie wiele firm czeka obecnie na uruchomienie wypożyczalni pojazdów elektrycznych, w tym dwaj giganci rynku amerykańskiego – Bird i Lime. Nie wiadomo jeszcze, czy wyciągnęli wnioski ze swoich błędów popełnionych w USA. Nowe e-hulajnogi powinny teoretycznie być bezpieczniejsze i solidniej wykonane. W przeszłości bowiem kilka pojazdów rozleciało się podczas jazdy lub zawiodły ich hamulce. Ofiary wypadków doznały złamań kości, skaleczeń i poważnych obrażeń głowy. Miasta Auckland i Dunedin w Nowej Zelandii niedawno zakazały używania hulajnóg Lime ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Na tym tle absurdalne wydawać się może, że stan Kalifornia zniósł obowiązek noszenia kasku dla użytkowników e-hulajnóg powyżej 18 roku życia.

Na nowych rynkach skupienie się na bezpieczeństwie może być kluczowe, aby przekonać konsumentów, że hulajnogi elektryczne nie są tylko zabawką dla garstki hipsterów, ale stanowią ważne uzupełnienie systemów transportu publicznego w miastach.

Autor: Thomas Soltau, oryginał ukazał się w “DEKRA Solutions 2/2019

Fot.: Pexels